— Nie. Zostawiłem w oficynie, bo mnie zawołano.

— Kto ją tu przyniósł?

— Panna Valentine.

Lekarz klepnął się w czoło.

— O mój Boże! Mój Boże — mruknął do siebie.

— Panie doktorze, panie doktorze — zawołał Barrois, czując, że zbliża się trzeci atak.

— Przyniosą mi dziś ten emetyk, czy nie? — krzyknął lekarz.

— Oto przynoszę całą szklankę — rzekł Villefort, wchodząc.

— A kto go przygotował?

— Chłopiec aptekarski, który ze mną przyszedł.