— Napij się.
— Nie mogę, doktorze, już za późno; gardło mam ściśnięte; duszę się! Moje serce! I głowa!... Co za piekło!... Długo jeszcze będę tak cierpiał?
— Nie, mój przyjacielu — rzekł lekarz. — Za chwilę przestaniesz cierpieć.
— Ach rozumiem! — zawołał nieszczęśnik. — O mój Boże, zmiłuj się nade mną!
Wydał z siebie krzyk i upadł na wznak jakby powalony piorunem.
Lekarz przyłożył rękę do jego serca, a do ust zbliżył lusterko.
— I co? — zapytał Villefort.
— Niech pan idzie do kuchni i każe mi natychmiast przynieść syropu fiołkowego.
Villefort wyszedł w jednej chwili.
— Niech pan się nie obawia, panie Noirtier — rzekł lekarz. — Przeniosę chorego do innego pokoju i upuszczę mu krew; przecież tego rodzaju ataki to przerażający widok.