Wziął Barroisa pod ręce i przeciągnął go do sąsiedniego pokoju; ale natychmiast wrócił do Noirtiera, by zabrać resztę lemoniady.
Noirtier przymknął prawe oko.
— Valentine? Pragnie pan widzieć Valentine, czy tak? — zapytał lekarz. — Zaraz powiem, żeby ją do pana przysłano.
Villefort już wracał i lekarz spotkał go na korytarzu.
— No i jak? — zapytał.
— Chodźmy — rzekł lekarz.
I wprowadził Villeforta do pokoju.
— Wciąż jeszcze nieprzytomny? — zapytał prokurator.
— On umarł.
Villefort cofnął się kilka kroków, złapał się za głowę i patrząc na zmarłego, rzekł z niekłamanym współczuciem: