— Jeśli tylko mam na to ochotę. U hrabiego jestem przyjmowany, jakbym był we własnym domu.

Caderousse tak spojrzał na młodzieńca, jakby chciał mu wydrzeć jakąś prawdę ukrytą w najgłębszych zakamarkach serca. Ale Andrea wyjął z kieszeni pudełko hawańskich cygar, wziął jedno, podpalił spokojnie i bez emocji zaczął wypuszczać kłęby dymu.

— Kiedyż chcesz te pięćset franków? — zapytał Caderousse’a.

— Nawet od razu, jeśli je przy sobie masz.

Andrea wyjął z kieszeni dwadzieścia pięć ludwików.

— Złoto? — rzekł Caderousse. — O nie, bardzo dziękuję!

— Jak to, nie chcesz? Gardzisz złotem?

— Przeciwnie, bardzo szanuję złoto. Ale go nie chcę.

— Głupcze, przecież zarobisz, jak je wymienisz; pięć sous na sztuce.

— Bardzo możliwe, ale potem właściciel kantoru będzie śledzić poczciwego Caderousse’a, weźmie go za fraki i każe mu się wytłumaczyć, co za dzierżawcy płacą mu należności złotem. Nie, syneczku, wolne żarty! Dawaj mi zwyczajne pieniądze, okrągłe srebrniki z wizerunkiem jakiegokolwiek monarchy. Z pięciofrankówką w kieszeni może chodzić każdy człowiek na świecie.