— Jestem sam — odparł ksiądz — i ulituję się nad tobą. Puszczę cię wolno, ryzykując, że swoją wyrozumiałością sprowadzę na ludzi nowe nieszczęścia. Ale musisz mi powiedzieć całą prawdę.
— Och, księże dobrodzieju! — zawołał Caderousse i składając ręce, zbliżył się o krok do hrabiego. — Śmiało mogę powiedzieć, że jest ksiądz moim prawdziwym zbawcą.
— Mówisz więc, że ktoś cię uwolnił z galer?
— Tak, proszę księdza, jakem Caderousse!
— Kto taki?
— Pewien Anglik. Lord Wilmore.
— Znam go. Dowiem się, jeśli kłamiesz.
— Księże dobrodzieju, mówię szczerą prawdę.
— Więc ten Anglik zaopiekował się tobą?
— Nie mną, ale pewnym młodym Korsykańczykiem, z którym byłem skuty.