— To hrabia de Monte Christo, ten, u którego teraz jesteśmy.
— Benedetto synem hrabiego? — zapytał zdumiony Monte Christo.
— Do diabła, chyba tak, bo hrabia wyszukał mu fałszywego ojca, daje mu cztery tysiące franków na miesiąc, a w testamencie zapisał mu pół miliona franków.
— Aha, aha — powiedział rzekomy ksiądz, zaczynał bowiem powoli pojmować. — Jak nazywa się teraz ten młodzieniec?
— Andrea Cavalcanti.
— O, więc to ten sam młodzieniec, którego mój przyjaciel hrabia przyjmuje u siebie i który ma się żenić z panną Danglars?...
— Tak.
— I jak ty to możesz znieść, nędzniku, znając jego życie i zbrodnie?
— Dlaczego miałbym wchodzić w drogę koledze, kiedy zaczyna mu się powodzić?
— Racja, i to nie ty, ale ja powinienem uprzedzić pana Danglarsa.