— Kłamiesz! Bierz pióro i pisz!
Caderousse, posłuszny tej nadludzkiej potędze, usiadł i napisał:
Szanowny Panie, człowiek, którego przyjmuje Pan u siebie i któremu chce Pan oddać za żonę swoją córkę, to były więzień, który uciekł ze mną z galer w Tulonie. Miał numer 59, a ja 58.
Na imię było mu Benedetto, ale nie zna swojego prawdziwego nazwiska, bo nigdy nie znał swoich rodziców.
— Podpisz — rozkazał hrabia.
— Więc chce mnie ksiądz zgubić?
— Ty durniu, gdybym chciał cię zgubić, oddałbym cię w ręce pierwszego lepszego żandarma. Zresztą, kiedy ten bilecik zostanie oddany pod wskazany adres, raczej nie będziesz musiał się już niczego obawiać. Podpisz.
Caderousse podpisał.
— Jeszcze adres: Wielmożny Pan Baron Danglars, bankier, ulica Chaussée-d’Antin.
Ksiądz wziął bilecik.