— A teraz — rzekł — idź precz.
— Którędy?
— Drogą, którą przyszedłeś.
— Chce ksiądz dobrodziej, żebym wyszedł przez okno?
— Przecież tędy wszedłeś.
— Ksiądz coś już knuje przeciw mnie, prawda?
— Głupcze, co miałbym knuć?
— Dlaczego nie mogę wyjść drzwiami?
— Po cóż budzić odźwiernego?
— Niech ksiądz powie, że nie chce mojej śmierci.