Wszyscy przybyli punktualnie o ósmej. Pan de Morcerf wszedł wraz z ostatnim uderzeniem zegara. Miał w ręku jakieś papiery i zdawał się tak spokojny, jak nigdy. Wbrew zwyczajowi wszedł skromnie, ubrany z wytworną prostotą. Jak to czynią często byli wojskowi, frak zapiął na wszystkie guziki — od góry do dołu. Już na wejściu sprawił jak najlepsze wrażenie. Komisja była nastawiona do niego przychylnie, wielu z członków podeszło do hrabiego i podało mu na powitanie rękę.
Albert miał wrażenie, że gdy będzie słuchał tych wszystkich szczegółów, w końcu pęknie mu serce; a jednak w jego boleść wśliznęło się uczucie wdzięczności. Chętnie uściskałby tych ludzi, co dali jego ojcu ów dowód szacunku, choć jego honor stał pod takim znakiem zapytania.
W tej chwili wszedł woźny i podał prezydentowi list.
„Oddaję panu głos, panie de Morcerf” — rzekł prezydent, rozpieczętowując podany list.
Hrabia rozpoczął swoją obronę i mogę cię zapewnić, Albercie — mówił Beauchamp — że był tak elokwentny i tak zręcznie to robił, że aż się zdumiałem. Przedstawił dowody potwierdzające, że wezyr Janiny darzył go swoim zaufaniem aż do ostatniej chwili i zlecił mu misję, od której zależało jego życie i śmierć. Pokazał pierścień, oznakę władzy, którym Ali Pasza pieczętował zwykle listy. Pierścień ten hrabia dostał od wezyra, aby mieć do niego wstęp o każdej porze dnia i nocy, nawet gdyby właśnie przebywał w haremie. Na nieszczęście jego poselstwo nie powiodło się i gdy wrócił, żeby bronić swojego dobroczyńcy, Ali Pasza był w agonii.
Zaufanie jego, mówił hrabia, było tak wielkie, że umierając, Ali Pasza oddał mu pod opiekę ukochaną faworytę i córkę.
Na te słowa Albert zadrżał, bowiem w miarę jak Beauchamp rozwijał opowiadanie, przypominała mu się Hayde — to, co mówiła mu o misji, o pierścieniu, o tym, jak została sprzedana i stała się niewolnicą.
— Jakie wrażenie wywarła przemowa ojca? — zapytał niespokojnie Albert.
— Przyznam ci się, że czułem się wzruszony, ale nie tylko ja, bo i całe zgromadzenie — rzekł Beauchamp.
Tymczasem prezydent rzucił niedbale okiem na list, który mu przyniesiono; ale już przy pierwszej linijce ożywił się, przeczytał do końca, potem jeszcze raz... I wpatrując się uważnie w hrabiego, rzekł: