Gwałtownie rozpiął frak, w którym się dusił i wypadł z sali jak szaleniec.
Na korytarzu zadudniły jego kroki; zaraz potem z kopyta ruszyły konie i rozległ się turkot powozu, aż zadrżał florencki portyk gmachu.
„Panowie — rzekł prezydent, gdy zapadła cisza. — Czy uważacie, że pan hrabia de Morcerf jest winny wiarołomstwa, zdrady i wszystkich tych nikczemnych czynów?”.
„Tak!” — odpowiedzieli jednogłośnie wszyscy członkowie komisji.
Hayde pozostała na sali do końca posiedzenia. Wysłuchała wyroku z twarzą obojętną, nie objawiając ani radości, ani żalu.
Zasłoniła tylko twarz woalem, ukłoniła się majestatycznie członkom komisji i wyszła krokiem, jaki Wergiliusz podpatrzył u bogiń.
86. Wyzwanie
Wtedy — mówił Beauchamp — korzystając z ciemności panujących na sali, wymknąłem się niepostrzeżenie. Woźny, który mnie wprowadził czekał na mnie przy drzwiach. Poprowadził mnie korytarzami aż do bocznego wejścia, to jest od ulicy Vaugirard. Wyszedłem zdruzgotany, ale jednocześnie, przebacz mi to, Albercie, zachwycony. Zdruzgotany, bo myślałem o tobie, a zachwycony — bo tak wspaniała była ta dziewczyna, której zależało na pomszczeniu ojca. Ale przysięgam ci, Albercie, że kimkolwiek jest ten, kto odkrył tę tajemnicę, choćby był nawet wrogiem, przekonany jestem, że zesłała go Opatrzność.
Albert siedział z twarzą ukrytą w dłoniach. Teraz podniósł głowę. Zalany łzami, czerwienił się ze wstydu. Pochwycił Beauchampa za rękę i rzekł:
— Przyjacielu, moje życie już się skończyło. I nie mogę powiedzieć jak ty, że Opatrzność wymierzyła we mnie ten cios; muszę odnaleźć człowieka, który darzy nas nienawiścią; a kiedy go znajdę, zabiję go albo on zabije mnie. Mam nadzieję, że jako przyjaciel pomożesz mi w tych poszukiwaniach. No, chyba że pogarda zgasiła w tobie przyjaźń.