Maksymilian odprowadził ją oczyma do drzwi. Słyszał, jak wchodziła po schodach prowadzących do jej i macochy pokojów.
Gdy tylko znikła, Noirtier dał mu znak, aby wziął słownik. Morrel wykonał polecenie; Valentine nauczyła go szybko porozumiewać się ze starcem.
Ale choć umiał to robić, trzeba było przecież recytować raz za razem cały alfabet, a potem szukać słów w słowniku — i dopiero po dziesięciu minutach złożył myśli starca w następujące zdanie:
„Idź po szklankę i karafkę do pokoju Valentine”.
Morrel wezwał służącego, który zastąpił Barroisa i w imieniu pana Noirtier powtórzył jego rozkaz.
Służący był zaraz z powrotem. Karafka i szklanka były puste.
Noirtier dał znak, że chce znów przemówić.
— Dlaczego szklanka i karafka są puste? Valentine wypiła przecież tylko pół szklanki.
Składanie tego zdania trwało pięć minut.
— Nie wiem — odparł lokaj. — Ale w pokoju panienki Valentine jest pokojówka, może to ona wszystko wylała?