— Nie.
— A teraz, czy sądzisz pan, że ta sama ręka dziś podsunęła truciznę pannie Valentine?
— Tak.
— Więc i ona padnie ofiarą? — zapytał d’Avrigny i wlepił przenikliwy wzrok w pana Noirtier, czekając, jaki skutek wywrą na nim te słowa.
— Nie! — odparł starzec, a patrzył tak triumfująco, że nikt by się tego po nim nie spodziewał.
— A więc ma pan nadal nadzieję? — zdziwił się d’Avrigny.
— Tak.
— Czegóż się pan spodziewasz?
Starzec dał spojrzeniem do zrozumienia, że nie może odpowiedzieć.
— A, prawda! — szepnął d’Avrigny.