Danglars skinął głową na znak, że nie ma już nic do powiedzenia.

Pięć minut później zabrzmiał fortepian pod palcami panny d’Armilly, a panna Danglars zaśpiewała arię Brabancja rzucającego przekleństwo na Desdemonę.

Gdy kończyły utwór, wszedł Stefan i oznajmił Eugenii, że zajechał powóz i pani baronowa czeka na nią, aby rozpocząć składanie wizyt.

Widzieliśmy, jak obie panie odwiedziły Villefortów, skąd udały się dalej.

95. Intercyza

Trzy dni po scenie, którą właśnie opisaliśmy, około piątej po południu, w dniu, w którym miało się odbyć spisanie intercyzy panny Eugenii i Cavalcantiego, pod podmuchami chłodnego wietrzyku kołysały się liście w niewielkim ogrodzie przed domem hrabiego de Monte Christo. Hrabia właśnie szykował się do wyjścia, konie grzebały zniecierpliwione kopytami, powstrzymywane ręką stangreta siedzącego na koźle już od kwadransa — gdy nagle zza bramy wyłonił się elegancki faetonik, który znamy już od dawna, a szczególnie od pewnego wieczoru w Auteuil. Wyskoczył z niego prosto na stopnie ganku pan Andrea Cavalcanti, tak wytworny i rozpromieniony, jakby miał poślubić księżniczkę.

Zapytał jak zwykle prosto z mostu o zdrowie hrabiego i wbiegając lekko na pierwsze piętro, natknął się na niego tuż przy schodach.

Na widok młodzieńca hrabia zatrzymał się. Gdy Andrea Cavalcanti już się rozpędził, nic nie mogło go już pohamować.

— O, dzień dobry, kochany hrabio — zawołał.

— Ach, to pan Andrea! — odparł hrabia na wpół szyderczym tonem. — Jakże zdrowie?