— Jak pan widzi, znakomicie. Muszę z panem hrabią pomówić o całym mnóstwie spraw. Ale może najpierw zapytam: wychodził pan, czy wracał?

— Wychodziłem.

— No to żeby pana nie zatrzymywać, wsiądę — jeśli pan pozwolisz — do pańskiego powozu, a mój Tom pojedzie za nami.

— O nie — odrzekł hrabia z niemal niedostrzegalnym wzgardliwym uśmiechem — wolę już porozmawiać z panem tutaj. Łatwiej pomówić w pokoju i nie ma tu stangreta, który by podsłuchiwał.

Hrabia wszedł do saloniku na pierwszym piętrze, usadowił się, zakładając nogę na nogę, zaprosił gestem młodzieńca, aby także usiadł.

Andrea tryskał radością.

— Wiesz pan zapewne, kochany hrabio — rzekł — że dziś wieczorem odbędą się moje zaręczyny? O dziewiątej podpisujemy u teścia intercyzę.

— O, doprawdy?

— Jak to? Czyżby pan o tym nie wiedział? Pan Danglars nie uprzedził hrabiego?

— Ależ tak, otrzymałem wczoraj list od niego, ale chyba nie wyznaczono w nim godziny.