— To leć tam zaraz!
Nagle znów rozległ się krzyk i brzęk dzwonka. Chłopak skoczył ku schodom.
— Stój! — zatrzymał służącego kapral. — Ten, kto dzwoni, chyba nie potrzebuje pomocy służącego. Trzeba mu raczej żandarma. Kto mieszka pod trójką?
— Jakiś młodzieniec, przybył tu dziś w nocy karetą pocztową ze swoją siostrą i wziął pokój z dwoma łóżkami.
Dźwięk dzwonka rozległ się po raz trzeci, niczym na trwogę.
— Za mną, panie komisarzu! — zawołał kapral. — Pójdziemy razem!
— Chwileczkę, panowie — wtrącił się gospodarz. — Do numeru trzeciego można wejść z dwóch stron, schodami z zewnątrz albo od środka.
— Dobrze. Ja pójdę schodami wewnętrznymi, bo sprawy wewnętrzne to mój resort. Karabiny nabite?
— Nabite, panie kapralu.
— Zostajecie tu i pilnujecie z zewnątrz, jeśli będzie uciekał, strzelać! W rozkazach mówili, że to jakiś wielki zbrodniarz.