— Hayde? A cóż się z nią stało?
— Wyjechała tej nocy.
— Aby się z panem na zawsze rozstać?
— Aby na mnie czekać... Przygotuj się i przyjedź do mnie, a teraz pomóż mi wyjść tak, aby mnie nikt nie zauważył.
Maksymilian spuścił głowę i usłuchał jak dziecko słucha ojca lub jak apostoł Pana.
105. Podział
W hotelu przy ulicy Saint-Germain-des-Près, który Albert wybrał dla siebie i dla matki, pierwsze piętro było wynajęte w całości przez jakąś tajemniczą osobistość.
Był to mężczyzna; ale jego twarzy nie zdołał nigdy dojrzeć nawet odźwierny, zimą bowiem ów człowiek owijał się szczelnie czerwonym szalem — jakie noszą stangreci z dobrych domów, którzy czekają na swoich państwa przed teatrem, w lecie zaś zawsze akurat wtedy, gdy mijał portiernię — wydmuchiwał nos w chustkę.
Należy przyznać, że wbrew przyjętym zwyczajom, nikt w hotelu nie szpiegował owego lokatora. Szanowano jego tajemnicę, chodziły bowiem pogłoski, że pod tym incognito skrywa się osobistość o długiej ręce, postawiona bardzo wysoko.
Przychodził zazwyczaj o ustalonej porze, czasem tylko trochę wcześniej lub później; niezależnie od pory roku przychodził mniej więcej o godzinie czwartej, nigdy jednak nie spędzał tu nocy.