— I co z tego? — rzekł Villefort.

— Jaśnie pani już się ubrała, jest gotowa do wyjścia i pyta, czy pojedzie razem z panem.

— Dokąd?

— Do sądu.

— A po co?

— Jaśnie pani bardzo życzy sobie być na tej rozprawie.

— A! — odezwał się Villefort głosem niemal przerażającym — ona sobie życzy!

Służący cofnął się i rzekł:

— Jeżeli jaśnie pan woli pojechać sam, zaraz to jaśnie pani oznajmię.

Villefort stał przez chwilę nic nie mówiąc, zatapiając paznokcie w blady policzek, z którym kontrastował czarny jak heban zarost.