— Chwileczkę — odezwał się Beauchamp. — Ale nie, nie mylę...

— No co?

— To ona.

— Co za ona?

— A mówiono, że wyjechała.

— Panna Eugenia? — zapytał Château-Renaud. — Czyżby wróciła?

— Nie panna Eugenia, ale jej matka.

— Pani Danglars?

— E, to niemożliwe — obruszył się Château-Renaud. — W dziesięć dni po ucieczce córki, trzy dni po bankructwie męża?

Debray zarumienił się lekko i spojrzał tam, gdzie i Beauchamp.