Morrel odprowadził hrabiego do portu.

113. Peppino

W chwili, gdy statek parowy hrabiego znikał za Przylądkiem Morgiou, pewien człowiek, jadący karetką pocztową z Florencji do Rzymu, mijał właśnie miasteczko Aquapendente.

W klapie palta, na którym znać było wyraźnie trudy podróży, lśniła wciąż świeżością wstążeczka Legii Honorowej, zdobiąca również i frak. Odznaczenie to, a jeszcze bardziej akcent, z jakim zwracał się do pocztyliona, zdradzały, że jest Francuzem.

Jeszcze jednym dowodem na to, że urodził się w kraju uniwersalnego języka był fakt, że znał po włosku jedynie słowa związane z muzyką — ale za ich pomocą można jednak wyrazić niemal wszystkie subtelności języka; w taki właśnie sposób Figaro stosował angielskie goddam.

Allegro! — mówił do pocztylionów za każdym razem, kiedy podjeżdżali pod górę.

Moderato! — wołał, gdy zjeżdżali w dół.

A tylko Bóg jeden wie, ile jest wzniesień na trakcie, który wiedzie z Florencji do Rzymu przez Aquapendente!

Owe dwa słowa śmieszyły bardzo poczciwych pocztylionów.

Po przybyciu do Storty, miejsca, z którego można już dostrzec Rzym, podróżny bynajmniej nie okazał ciekawości, sprawiającej, że każdy cudzoziemiec podrywa się tu z siedzenia, by wypatrzyć słynną kopułę Świętego Piotra, która rysuje się na horyzoncie, zanim widać jeszcze resztę miasta. Wydobył tylko z kieszeni pugilares, a z niego złożoną w czworo kartkę papieru, którą rozłożył z pełną szacunku ostrożnością i ponownie pieczołowicie złożył. Rzekł do siebie: