— W takim razie albo spłacił swoje długi...
— Rosjanin?
— Albo wydał te pieniądze.
— No, właściwie to możliwe.
— To pewne. Ale pójdę już do mojego obserwatorium, bo inaczej Francuz załatwi wszystko, a ja nie zdążę dowiedzieć się, jaka to suma.
Peppino kiwnął przytakująco głową i wyciągnąwszy różaniec z kieszeni, zaczął mamrotać jakąś modlitwę, podczas gdy komisant znikł za tymi samymi drzwiami, w które weszli wcześniej lokaj i baron.
Po jakich dziesięciu minutach komisant wrócił rozpromieniony.
— No i co? — spytał przyjaciela Peppino.
— Uwaga! Uwaga! — cieszył się komisant. — Sumka jest okrągła.
— Pięć, a może i sześć milionów, nieprawdaż?