— My nigdy nie będziemy tyle mieć.
— Ale przynajmniej — odrzekł filozoficznie Peppino — dostaną nam się okrawki.
— Ciii... Właśnie idzie!...
Komisant chwycił za pióro, a Peppino za swój różaniec. Gdy drzwi się otwarły, jeden pisał, drugi się modlił. Ukazał się rozpromieniony Danglars; bankier odprowadził go aż do drzwi.
Za Danglarsem wymknął się też i Peppino. Zgodnie z umową pojazd czekał na Danglarsa przed bankiem. Cicerone przytrzymywał otwarte drzwiczki. Cicerone to istota bardzo usłużna, którą można zatrudnić do wszystkiego. Danglars wskoczył do powozu, lekko niczym dwudziestoletni młodzieniec. Cicerone zatrzasnął drzwiczki i usiadł obok stangreta. Peppino usadowił się w tyle powozu.
— Jego ekscelencja życzy sobie zobaczyć katedrę Świętego Piotra? — spytał cicerone.
— A po jakiego diabła? — zdziwił się baron.
— No, żeby obejrzeć.
— Nie przyjechałem do Rzymu po to, żeby oglądać! — zawołał baron; i mruknął do siebie z pełnym chciwości uśmiechem: — Przyjechałem po pieniążki.
I dotknął pugilaresu.