— Oho — mruknął Danglars — to łóżko, to zapewne jedna z trumien, które tkwią w tym murze, a sen, jaki na mnie spłynie, to śmierć od jednego z tych sztyletów, widzę, jak błyskają w ciemnościach.
Istotnie, w mrokach owej wielkiej sali unosili się właśnie na posłaniach z siana lub wilczych skór kompani owego człowieka, którego Albert de Morcerf przyłapał przy lekturze Komentarzy Cezara, a Danglars przy Żywocie Aleksandra.
Bankier jęknął głucho i poszedł za przewodnikiem. Nie próbował błagać ani krzyczeć. Nie miał już sił, odeszła go wola, nie był w stanie myśleć. Szedł, ponieważ go ciągnięto. Potknął się o stopień i domyśliwszy się, że ma przed sobą schody, pochylił instynktownie głowę, by nie uderzyć czołem o strop. Znalazł się w celi wykutej w litej skale. Cela była czysta, naga i sucha, choć znajdowała się głęboko pod ziemią. W kącie leżało posłanie z siana nakrytego kozimi skórami. Dla Danglarsa był to znak, że jest ocalony.
— Chwała Panu — szepnął — to prawdziwe łóżko!
Już drugi raz w ciągu tej godziny zwracał się do Boga; nie zdarzyło mu się to od lat dziesięciu.
Przewodnik wepchnąwszy Danglarsa do celi zatrzasnął drzwi. Zazgrzytał rygiel: Danglars był więźniem.
A zresztą, gdyby nawet nie było tego rygla, sam tylko święty Piotr i do tego ze swoim anielskim przewodnikiem zdołałby przemknąć się wśród owego garnizonu, który okupował katakumby Świętego Sebastiana, dowodzony przez herszta, w którym nasi czytelnicy z pewnością rozpoznali Luigiego Vampę.
Danglars także już wiedział, kim jest ów bandyta, w którego istnienie nie chciał uwierzyć, gdy Morcerf próbował zaszczepić tę postać w świadomości Francuzów. Rozpoznał nie tylko Vampę: jego cela była celą, w której zamknięto Alberta. Najprawdopodobniej często goszczono tu cudzoziemców.
Wspomnienia te, do których powracał zresztą ze sporą radością, uspokoiły go. Jeśli bandyci nie zabili go od razu, wcale nie mieli zamiaru go zabijać. Porwali go, aby go obrabować, a ponieważ nie miał przy sobie nic prócz paru ludwików, wyznaczą za niego okup. Przypomniał sobie, że Morcerf został wyceniony chyba na cztery tysiące dukatów. Własnej osobie przypisywał dużo więcej wagi — i wycenił się sam na osiem tysięcy dukatów. Osiem tysięcy dukatów to czterdzieści osiem tysięcy liwrów. Zostanie mu jeszcze jakieś pięć milionów pięćdziesiąt tysięcy franków. Z taką sakiewką człowiek zawsze spadnie na cztery łapy.
I niemal już pewien, że się jakoś z tego wywinie — bo czy kto słyszał, żeby kogoś otaksowano kiedykolwiek na pięć milionów? — Danglars wyciągnął się na posłaniu i przekręciwszy się parę razy z boku na bok, zasnął z takim spokojem, jaki okazywał bohater, którego losy studiował Luigi Vampa.