— To niezbyt przekonywający argument — odrzekł Danglars, który liczył, że uda mu się przejednać strażnika uprzejmością — ale się nim zadowolę. Dajcie mi jeść.

— Natychmiast, ekscelencjo, czego pan sobie życzy? — rzekł Peppino, odłożywszy miskę na ziemi, w taki sposób, że zapach wzniósł się prosto do nozdrzy Danglarsa. — Proszę rozkazywać.

— Więc macie tu kuchnię? — zdumiał się baron.

— Co proszę? Czy mamy kuchnię? Ależ wyborną i kucharzy wspaniałych.

— No to poproszę o kurczę, rybę, mięso... cokolwiek, bym tylko mógł coś zjeść.

— Jak sobie ekscelencja życzy. Powiedzmy kurczę, dobrze?

— Dobrze, niech będzie kurczę.

Peppino wstał i krzyknął na całe gardło:

— Kurczę dla ekscelencji!

Głos Peppina rozbrzmiewał jeszcze echem pod sklepieniami, gdy ukazał się piękny, wysmukły chłopak, półnagi niczym antyczny handlarz ryb. Niósł na głowie srebrny półmisek, a na nim kurczę.