— A nie mówiłem, że obedrą mnie ze skóry! — mruknął Danglars.

A zdecydowany bronić się, spytał:

— No dobrze, ile jestem panu winien za tę wątłą ptaszynę?

— Ekscelencja dał ludwika zaliczki.

— Ludwika zaliczki za kurczę?

— No tak, a conto.

— Cudownie... E, dajżesz pan spokój!

— Ekscelencja jest mi dłużny jeszcze tylko cztery tysiące dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć ludwików.

Danglars otworzył szeroko oczy: to był jakiś olbrzymi żart.

— Hm, hm, naprawdę, bardzo śmieszne — wymruczał.