I już chciał się zabrać do krojenia kurczęcia, ale Peppino przytrzymał mu rękę i nadstawił dłoń w oczekiwaniu:
— Czekam — rzekł.
— Co? To pan nie żartuje? — zdziwił się Danglars.
— My nie żartujemy, ekscelencjo — odpowiedział Peppino, poważny niczym kwakier.
— Jak to, sto tysięcy franków za kurczę?
— Ekscelencja nie uwierzy, jak trudno hodować drób w tych przeklętych grotach.
— No, no — żachnął się Danglars — śmieszne, bardzo zabawne, naprawdę, ale chce mi się jeść i proszę dać mi spokój. O, macie tu jeszcze, przyjacielu, jednego ludwika.
— Teraz pański dług będzie wynosił tylko cztery tysiące dziewięćset dziewięćdziesiąt osiem ludwików — rzekł Peppino, zachowując zimną krew. — Cierpliwości, dojdziemy do porozumienia.
— Jak tak, to nic z tego — zawołał Danglars oburzony tymi drwinami. — Idźcie do diabła. Nie wiecie, z kim macie do czynienia.
Peppino dał znak, chłopak błyskawicznie zabrał kurczę. Danglars rzucił się na posłanie ze skór.