Peppino zamknął drzwi i wrócił do swojej ciecierzycy.

Danglars nie mógł go widzieć, ale mlaskanie bandyty nie pozostawiało mu żadnych wątpliwości co do czynności, jakiej oddawał się bandyta. Bandyta jadł i to jadł głośno, jak jedzą ludzie źle wychowani.

— Cham — warknął Danglars.

Peppino udał, że nie słyszy i nie odwróciwszy nawet głowy, jadł sobie dalej, niespiesznie, jak to czynią ludzie rozumni.

Danglarsowi zdawało się, że żołądek jego zmienił się w beczkę Danaid i że nigdy nie będzie w stanie go napełnić. Zdobył się jednak na cierpliwość. Brał na cierpliwość jeszcze przez pół godziny, ale trzeba zaznaczyć, że owe pół godziny trwało dla niego wieki.

Podniósł się i podszedł ponownie do drzwi.

— Proszę pana — rzekł — proszę mnie dłużej nie męczyć! Czego ode mnie chcecie?

— Ależ ekscelencjo, niech pan nam raczej powie, czego sobie życzy... Proszę wydawać nam rozkazy, a my je wykonamy.

— Więc proszę najpierw otworzyć drzwi.

Peppino otworzył.