— Całym sercem.

— Więc posłuchaj, Valentine — rzekł hrabia. — Chciałbym cię prosić o łaskę.

— Mnie? Czym zasłużyłam sobie na ten zaszczyt...

— Nazwałaś Hayde swoją siostrą, niechże więc rzeczywiście nią się stanie. To wszystko, co wydaje ci się, że jesteś mi dłużna, oddaj jej. Zaopiekujcie się nią, ty, pani i Morrel, ponieważ od dziś... — tu głos uwiązł Monte Christowi w gardle — ponieważ od dziś będzie sama na świecie.

— Sama na świecie! — powtórzył głos dochodzący z głębi. — Dlaczego?

Monte Christo odwrócił się. Hayde stała blada, patrząc na hrabiego w osłupieniu.

— Ponieważ jutro, moja córko, będziesz wolna — odpowiedział hrabia. — Od jutra zajmiesz należną ci pozycję w świecie, gdyż nie chcę, żeby mój los położył się cieniem na twoim. Księżniczko, zwracam ci bogactwa i imię twego ojca.

Hayde zbladła, rozłożyła przezroczyste ręce niczym dziewczyna polecająca się Bogu i głosem nabrzmiałym od łez powiedziała:

— Więc opuszczasz mnie, panie?

— Hayde! Jesteś młoda i piękna. Zapomnij nawet o moim imieniu i bądź szczęśliwa.