— Dobrze — rzekła Hayde. — Twoje rozkazy, mój panie, będę spełnione. Zapomnę o twoim imieniu i będę szczęśliwa.

Cofnęła się o krok, chcąc się oddalić.

— Boże! — zawołała Valentine, podtrzymując bezwładną głowę Morrela. — Nie widzisz pan, jaka jest blada? Nie rozumiesz, że cierpi?

Hayde odrzekła na to z rozpaczą w głosie:

— Dlaczego chcesz, aby mnie zrozumiał? Jest panem, a ja niewolnicą. Ma prawo niczego nie dostrzegać.

Hrabia zadrżał. Głos dziewczyny poruszył najtajniejsze struny jego serca. Spojrzał jej w oczy i nie zniósł ich blasku.

— Boże! — zawołał. — Więc to, co podejrzewałem, miałoby być prawdą? Hayde, byłabyś szczęśliwa zostając ze mną?

— Jestem młoda — odpowiedziała łagodnie. — Lubię życie, które dzięki tobie stało się tak cudowne. Byłoby mi żal, gdybym miała umrzeć.

— Więc gdybym cię opuścił...?

— Umarłabym, mój panie.