— No, no! — mruknął znacząco Caderousse.
— Ale co tam! — rzekł Edmund. — Dajmy temu spokój; mam lepsze wyobrażenie o kobietach w ogóle, a o Mercedes w szczególności i jestem przekonany, że czy byłbym kapitanem, czy nie, ona dochowałaby mi słowa.
— Tym lepiej — przytaknął Caderousse. — Zaufanie to ważna rzecz, zwłaszcza gdy kto chce się żenić. Co mi zresztą do tego; ale posłuchaj, chłopcze, nie trać czasu, idź do niej natychmiast, zawiadomić o swoim powrocie i nadziejach.
— Już idę — rzekł Edmund.
Uścisnął ojca, kiwnięciem głowy pożegnał Caderousse’a i wyszedł.
Caderousse zatrzymał się jeszcze przez chwilę, a pożegnawszy się ze starym Dantèsem, udał się na spotkanie z Danglarsem, który czekał nań na rogu ulicy Senac.
— I co? Widziałeś go? — zagadnął Danglars.
— Właśnie się rozstaliśmy — odrzekł Caderousse.
— Mówił ci coś o tym, że zamierza zostać kapitanem?
— Mówi o tym, jakby już było po wszystkim.