— Poświeć mi, bydlaku — krzyknął ten, co się oddalił — bo nic nie znajdę!
Latarnik pospieszył na to wezwanie, choć sformułowane było niezbyt grzecznie.
„Czego on szuka? — pomyślał znowu Dantès. — Pewnie łopaty”.
Okrzyk zadowolenia wskazał, że grabarz znalazł, czego szukał.
— Ale się naszukałeś — powiedział inny.
— Tak — odparł tamten — ale nasz staruszek nic nie stracił na tym czekaniu.
I podszedł do Dantèsa, który usłyszał stuk jakiegoś ciężkiego przedmiotu, rzuconego na ziemię tuż obok; w tej samej chwili sznur zacisnął się boleśnie wokół nóg Edmunda.
— A co, masz już ten węzeł? — rzekł ten, który niczym się do tej pory nie zajmował.
— I to całkiem niezły. Nie rozwiąże się.
Podnieśli nosze i ruszyli dalej.