— Znasz pan tu najlepsze miejsca do rzucenia kotwicy?

— Mało jest przystani, nawet najtrudniejszych, do których nie potrafiłbym wpłynąć lub wypłynąć nawet z zamkniętymi oczami.

— No to powiedzcie, szefie — powiedział majtek, który krzyknął Edmundowi „Odwagi!” — jeżeli oczywiście kolega mówi prawdę, czemu nie mógłby zostać z nami?

— Tak, jeżeli nie kłamie — odpowiedział dowódca tonem wyrażającym wątpliwość. — Tylko, że w sytuacji, w jakiej się biedak znajduje, obiecuje się złote góry, a dotrzymuje, ile zdoła.

— Więcej dotrzymam, niż obiecuję — żywo odpowiedział Dantès.

— Oho — roześmiał się dowódca. — Zobaczymy, zobaczymy.

— Jeżeli pan zechce, mogę spróbować zaraz — odparł Edmund, podnosząc się. — Gdzie płyniecie?

— Do Livorno.

— Po co więc tracicie czas na lawirowanie, zamiast zwrócić się ostrzej na wiatr?

— Dlatego, że wpakujemy się prosto na wyspę Rion.