— Ominiemy ją w odległości dwudziestu sążni.
— To bierz pan ster — rzekł kapitan — a zobaczymy, co umiesz.
Młodzieniec wziął się do steru; pociągnął go lekko i przekonał się, że statek, choć niezbyt zwrotny, jest posłuszny sterowi. Zakomenderował:
— Do brasów i szotów!
I czterej marynarze stanowiący załogę statku rzucili się na stanowiska, a dowódca patrzył tylko na nich bacznie.
— Przyciągaj! — zawołał Edmund.
Marynarze znów wykonali rozkaz z wystarczającą dokładnością.
— A teraz mocować!
Spełniono ten rozkaz jak i dwa poprzednie. Tartana przestała halsować i ruszyła prosto w stronę wyspy Rion, koło której przeszła zgodnie z zapowiedzią Edmunda o dwadzieścia sążni, zostawiając ją po prawej burcie.
— Brawo! — powiedział dowódca.