— To wszystko, czego mi trzeba — zapewnił Dantès — dzięki, przyjacielu.
Jacopo zniknął w luku i po chwili wyszedł, niosąc ubranie, które Edmund wciągnął na siebie z niewymownym zadowoleniem.
— A teraz czego panu jeszcze trzeba? — zagadnął dowódca.
— Kawałek chleba i parę łyków tego znakomitego rumu, którego już próbowałem. Od dawna nie miałem nic w ustach.
Istotnie — Edmund jadł ostatnio dwie doby temu.
Przyniesiono mu chleba, a Jacopo ofiarował mu manierkę.
— Ster na lewą burtę! — krzyknął kapitan, odwracając się do sternika.
Edmund popatrzył w tę samą stronę, podnosząc do ust manierkę, ale ręka zawisła mu w połowie drogi.
— No, no — zdziwił się kapitan — coś niezwykłego stało się na zamku If!
Rzeczywiście, nad zębatymi blankami południowego bastionu unosił się biały obłoczek dymu, który zwrócił uwagę Edmunda. Sekundę później odgłos dalekiego wystrzału zamarł u burty tartany.