Marynarze podnieśli głowy i spojrzeli po sobie.

— Co to znaczy? — zapytał dowódca.

— Uciekł pewnie tej nocy jakiś więzień — odparł Edmund — i strzelają na alarm.

Kapitan spojrzał spod oka na młodzieńca, który kończąc te słowa, podniósł do ust manierkę; ale zobaczył, że Edmund popija rum z takim spokojem i z tak szczerym zadowoleniem, że jeżeli żywił nawet jakieś podejrzenie, to przebiegło mu ono tylko przez głowę i natychmiast zgasło.

— To mi dopiero mocny rum — zauważył Edmund, wycierając rękawem koszuli mokre od potu czoło.

— W każdym razie — mruknął do siebie kapitan, zerkając na Dantèsa — jeżeli to on jest tym więźniem, tym lepiej; taki odważny człowiek to dobry nabytek.

Pod pretekstem zmęczenia, Edmund poprosił, aby mu pozwolono usiąść przy sterze. Sternik, zachwycony, że ktoś go może zastąpić, zwrócił pytający wzrok na kapitana, który przyzwolił skinieniem głowy.

W ten sposób Edmund mógł się do syta napatrzeć Marsylii.

— Którego dziś — zapytał Jacopa, który przysiadł się do niego, gdy już stracili z oczu zamek If.

— Mamy 28 lutego — odpowiedział tamten.