— Oprócz oprawy, która ma także swoją cenę — rzekł ksiądz.

Zamknął pudełko i schował na powrót diament, który wciąż jednak migotał przed oczyma Caderousse’a.

— Jakim sposobem ksiądz stał się właścicielem tego klejnotu; Edmund ustanowił księdza swoim spadkobiercą?

— Nie, po prostu wykonawcą swojej ostatniej woli. „Miałem trzech dobrych przyjaciół i narzeczoną”, powiedział mi; „a wszyscy oni, jestem tego pewien, szczerze mnie opłakują, jeden z nich nazywał się Caderousse”.

Caderousse drgnął.

— „Drugi — mówił dalej ksiądz, udając, że nie widzi wzruszenia Caderousse’a — drugi nosił nazwisko Danglars, trzeci, chociaż był moim rywalem, także mnie lubił”.

Uśmiech szatański przemknął po twarzy Caderousse’a, który uczynił gwałtowny ruch, jak gdyby chciał przerwać księdzu.

— Zaczekaj pan — rzekł ksiądz. — Daj mi skończyć, a jeżeli chcesz mi pan coś o tym powiedzieć, zrobisz to później. „Trzeci, chociaż był moim rywalem, także mnie lubił, a nazywał się Fernand; a moja narzeczona zaś nazywała się...” Ach, zapomniałem, jak miała na imię narzeczona.

— Mercedes — rzekł Caderousse.

— Ach! Tak, tak — rzekł ksiądz, tłumiąc westchnienie — Mercedes.