— I co dalej? — spytał Caderousse.

— Daj mi pan karafkę z wodą — rzekł ksiądz.

Caderousse spełnił ten rozkaz w mgnieniu oka. Ksiądz nalał sobie szklankę i wypił kilka łyków.

— Na czym stanęliśmy? — zastanowił się, stawiając szklankę na stole.

— O narzeczonej Edmunda, Mercedes.

— Słusznie. „Pojedzie ksiądz do Marsylii...”. Rozumiesz pan, że to słowa Edmunda?

— Tak, tak.

— „Sprzeda ksiądz ten diament, podzieli pieniądze na pięć części i rozdzieli między te osoby, bo to jedyne istoty na świecie, które mnie kochały”.

— Jak to na pięć części? — zapytał Caderousse. — Przecież ksiądz wymienił tylko cztery osoby.

— Ponieważ piąta nie żyje, jak mi wiadomo... Był nią ojciec Edmunda.