— Tym razem zdaje mi się, że masz rację, kobieto.
— A więc nic mi pan nie powiesz? — zapytał ksiądz.
— A po kiego licha? Gdyby chłopczyna żył jeszcze i przyszedł do mnie, żeby się wreszcie dowiedzieć, kto jest jego przyjacielem, a kto wrogiem, to co innego. Ale teraz przysypali go ziemią, jak ksiądz mówi, nie może już czuć nienawiści ani się mścić, puśćmy to w niepamięć.
— A więc wolisz pan, abym dał ludziom, których uważasz za niegodziwych i fałszywych, pieniądze przeznaczone dla wiernych przyjaciół?
— To prawda, ma ksiądz słuszność — przyznał Caderousse. — Zresztą, co by dla nich teraz znaczył ten zapis biednego Edmunda? Ot, kropla w morzu.
— Nie mówiąc już o tym, że mogą cię jednym skinieniem zetrzeć w proch — dodała Karkontka.
— Jak to? Czyżby się stali tak bogaci i potężni?
— Nie zna więc ksiądz ich historii?
— Nie, opowiedz mi pan o nich.
Caderousse zdawał się zastanawiać przez chwilę.