I cała dygocząc, zaczęła wspinać się po schodach; zęby jej szczękały, chociaż upał był nie do wytrzymania. Zatrzymała się na chwilę na ostatnim stopniu.
— Zastanów się dobrze, Kacprze — rzekła.
— Wiem dobrze, co mam robić — odparł Caderousse.
Karkontka westchnęła i poszła do swej izby, podłoga skrzypiała pod jej nogami, zanim zbliżyła się do fotela i ciężko nań upadła.
— Cóż więc postanowiłeś? — spytał ksiądz.
— Opowiem księdzu wszystko — odpowiedział Caderousse.
— Sądzę, że w istocie tak będzie najlepiej — rzekł ksiądz. — Nie dlatego, bym chciał koniecznie dowiedzieć się o jakichś sekretach; ale będzie dobrze, jeżeli możesz mi pomóc w podziale spadku zgodnie z życzeniem zmarłego.
— Mam taki zamiar — odpowiedział Caderousse z twarzą rozpłomienioną nadzieją i chciwością.
— Słucham — rzekł ksiądz.
— Niech ksiądz chwilkę zaczeka. Ktoś mógłby nam przeszkodzić w najbardziej zajmującym miejscu, a szkoda byłoby; zresztą po co ma kto wiedzieć, żeś tu był.