— W domu przy Alejach Meilhańskich, pod piętnastką, na kominku w ubogim mieszkaniu na piątym piętrze.

— Ależ to nie twoja sakiewka! — zawołał Morrel.

Julia podała ojcu list, który tego dnia odebrała.

— I poszłaś sama do tego domu? — spytał Morrel, przeczytawszy go.

— Był ze mną Emanuel i czekał na mnie na rogu ulicy; ale, rzecz dziwna, gdy wracałam, już go nie było.

— Panie Morrel! — krzyczał ktoś na schodach. — Panie Morrel!

— To on! — rzekła Julia.

I do pokoju wpadł Emanuel, a na jego twarzy rysowała się radość i uniesienie.

— „Faraon”! — wołał. — „Faraon”!

— Jak to? „Faraon”?! Postradałeś zmysły? „Faraon” zatonął.