— Ale — odpowiedział podróżny, który jak widać znał różnicę między służalczym charakterem mieszczuchów i dumną postawą ludzi ze wsi — jeżeli nie chcesz wynagrodzenia, może przyjmiesz podarunek?

— A, to co innego.

— Przyjmij więc te dwa weneckie cekiny i ofiaruj je narzeczonej — zrobi sobie z nich ładne kolczyki.

— A pan w takim razie niech przyjmie ode mnie ten sztylet — rzekł młody pasterz. — Od Albano po Civita-Castellana nie znajdzie pan tak pięknie rzeźbionej rękojeści.

— Przyjmuję — odrzekł podróżny — ale w takim razie ja będę twoim dłużnikiem, bo ten sztylet wart jest daleko więcej niż dwa cekiny.

— Dla kupca może tak, ale dla mnie, który go sam rzeźbiłem, wart najwyżej piastra.

— Jakże się nazywasz? — zapytał podróżny.

— Luigi Vampa — odpowiedział pasterz z taką miną, jakby mówił: „Aleksander, król Macedonii”. — A pan?

— Sindbad Żeglarz.

Franz d’Epinay krzyknął ze zdziwienia.