— Co? Don Carlos będzie sobie pił Bordeaux, a za dziesięć lat ożenimy jego syna z młodziutką królową.

— Za co dostaniesz order Złotego Runa, jeśli jeszcze będziesz w ministerstwie.

— Zdaje mi się, że opracowałeś dziś system karmienia mnie samymi kadzidłami.

— Przyznasz sam, że najlepiej pobudzają prawdziwy apetyt; ale czekaj, słyszę w przedpokoju głos Beauchampa; pokłócicie się, a to wam skróci oczekiwanie.

— O cóż mamy się sprzeczać?

— O gazety.

— Drogi przyjacielu — rzekł Lucjan z monarszą pogardą. — Czyż ja czytuję gazety?

— W takim razie macie dodatkowy powód do tym zajadlejszej kłótni.

— Pan Beauchamp! — oznajmił służący.

— Chodźże do nas, człowieku straszliwego pióra — zawołał Albert, idąc ku przybyłemu.