— No to przecież masz pan służącego, który zna Paryż! — zawołał Beauchamp.

— Jest we Francji po raz pierwszy, jak ja. To Murzyn i niemowa.

— A więc to Ali? — zagadnął Albert wśród ogólnego poruszenia.

— Tak, ten sam Ali, mój niemy Nubijczyk, którego chyba widziałeś pan w Rzymie.

— Tak, tak, pamiętam go dobrze. Ale jakże pan mógł nakazać Nubijczykowi, i to niememu, aby kupił panu i umeblował dom? Przecież biedak wszystko musiał zrobić na opak.

— Myli się pan. Przeciwnie, jestem pewien, że wszystko urządzi według mego gustu; a wie pan, że mój gust różni się dość od gustu ogółu. Przyjechał tu tydzień temu, biegał z pewnością po mieście z instynktem, jaki mógłby mieć pies, co sam poluje; zna dobrze moje kaprysy, fantazje i potrzeby; na pewno załatwił wszystko zgodnie z moimi upodobaniami. Wiedział, że mam przyjechać dzisiaj o dziesiątej, od dziewiątej więc czekał na mnie przy rogatce Fontainebleau; wręczył mi tę kartkę, to mój nowy adres, proszę.

I Monte Christo podał papier Albertowi.

— Pola Elizejskie 30 — przeczytał Albert.

— Ach! To dopiero oryginalne! — Beauchamp nie był w stanie powstrzymać zdumienia.

— I bardzo po książęcemu — dodał Château-Renaud.