— A więc trzeba się przekonać.

Bertuccio westchnął i poszedł naprzód.

Schody wychodziły rzeczywiście na ogród.

Przy drzwiach na zewnątrz intendent zatrzymał się.

— No, dalej, panie Bertuccio — mówił hrabia.

Ale intendent stał prawie bez zmysłów, oszołomiony i pognębiony; jego błędne oczy jakby szukały wokół śladów jakiejś straszliwej przeszłości; dłonie kurczowo zaciśnięte jakby próbowały odepchnąć okropne wspomnienia.

— No, czemu pan nie idzie? — nalegał hrabia.

— Nie, nie! — wykrzyknął Bertuccio, stawiając w rogu latarnię. — Nie, panie hrabio, nie pójdę dalej ani kroku! Nie mogę.

— Co to ma znaczyć? — wycedził Monte Christo głosem, któremu trudno było się oprzeć.

— Ale pan hrabia nie widzi — zawołał intendent — że to wszystko nie może być rzeczą naturalną? Chce pan kupić dom w Paryżu i kupuje go pan właśnie w Auteuil; i jest to akurat dom pod nr 28 przy ulicy de la Fontaine... Ach, panie hrabio, czemużem nie powiedział panu wszystkiego od razu! Na pewno by pan wtedy nie wymagał, abym tu przyjechał. Nie sądziłem zresztą, że pan hrabia kupi akurat ten dom. Jak gdyby nie było w Auteuil innych domów oprócz tego, w którym doszło do morderstwa!