— Jakichże, jaśnie panie?
— Co się stało z tym chłopczykiem? Bo zdaje mi się, panie Bertuccio, że mówiłeś o chłopczyku.
— Nie przypominam sobie, panie hrabio, abym to mówił.
— A, widać tylko mi się zdawało, to i pomyliłem się.
— O, nie, panie hrabio, nie pomylił się pan, to był rzeczywiście chłopczyk. Ale pan hrabia mówił, że chciał dowiedzieć się dwóch rzeczy; jaka jest druga?
— O jaką zbrodnię oskarżono pana, gdyś zażądał spowiednika i kiedy ksiądz Busoni odwiedził cię w więzieniu w Nîmes?
— Ale to może być naprawdę długa opowieść, ekscelencjo.
— Nie szkodzi, jest zaledwie dziesiąta, wiesz przecież, że prawie nie sypiam, a myślę, że i tobie niezbyt chce się dziś spać.
Bertuccio ukłonił się i podjął znowu opowieść.
— W części dlatego, by odegnać wspomnienia, które mnie trapiły, a w części dlatego, by utrzymać nieszczęśliwą wdowę, zabrałem się znów z zapałem do rzemiosła przemytniczego, które stało się dużo łatwiejsze, bo jak zwykle po każdej gwałtownej zmianie władzy, prawa nie przestrzegano zbyt ściśle. A szczególnie źle strzeżone były wybrzeża Morza Śródziemnego — z powodu ciągłych rozruchów, to w Awinionie, to w Nîmes, to Uzes.