„Milcz, kobieto!”.
„Albo nie dotarłby do Beaucaire”.
„Milcz, kobieto!”.
„Droga robi łuk; on musi iść prosto, a wzdłuż kanału jest skrót”.
„Kobieto, obrażasz Boga! Proszę, posłuchaj...”.
I rzeczywiście straszliwie zagrzmiało, a niebieskawa błyskawica rozświetliła całą salę; i grom cichnąc z wolna oddalał się jakby z żalem od tego przeklętego domu.
„Jezus Maria!” — rzekła Karkontka żegnając się.
W tejże chwili, pośród przeraźliwej ciszy, jaka następuje zawsze po uderzeniu pioruna, ktoś zapukał do drzwi.
Caderousse i jego żona zadrżeli i przerażeni spojrzeli na siebie.
„Kto tam?” — krzyknął Caderousse, zrywając się, by zgarnąć złoto i banknoty na jeden stos i zakryć je obiema rękami.