44. Krwawy deszcz
Jubiler, wchodząc do środka, rozejrzał się badawczo wokół; nic jednak nie obudziło w nim podejrzeń, jeśli ich nie miał, a gdyby je miał, nic ich nie potwierdzało.
Caderousse przytrzymywał ciągle rękami kupkę złota i banknotów, a Karkontka uśmiechała się do gościa, jak tylko mogła najuprzejmiej.
„O, jak widzę — zdziwił się jubiler — nie byliście państwo pewni, czy was nie oszukałem? Jeszcze raz liczyliście pieniądze, gdy odszedłem?”.
„Nie — rzekł Caderousse — tylko że tak niespodzianie ten majątek dostał się nam, że nie możemy w to uwierzyć. Kiedy nie mamy tego przed oczyma, zdaje się nam, że to sen”.
Jubiler uśmiechnął się.
„Macie państwo podróżnych w oberży?” — zapytał.
„Nie, nie nocujemy już nikogo, oberża jest pod samym miastem, nikt więc tu nie staje”.
„O, to znaczy, że narażam państwa na kłopot!”.
„Pan miałby nam sprawić kłopot! Drogi panie — rzekła przymilnie Karkontka — wcale a wcale, przysięgam”.