— Tak, panie hrabio, bardzo piękne konie.

— A zatem, jak to się stało — rzekł Monte Christo, marszcząc brew — że tych koni nie ma w mojej stajni, gdy poleciłem panu, byś kupił parę najpiękniejszych koni w Paryżu, a tu okazuje się, że w Paryżu jest jeszcze jedna para koni równie pięknych jak moje?

Na widok zmarszczonych brwi, słysząc surowy głos hrabiego, Ali pochylił głowę.

— To nie twoja wina, mój dobry Ali — rzekł hrabia po arabsku ze słodyczą, jaką rzadko można było u niego zauważyć. — Nie znasz się na koniach angielskich.

Ali rozpogodził się.

— Panie hrabio — rzekł Bertuccio. — Te konie nie były na sprzedaż.

Monte Christo wzruszył ramionami.

— Trzeba panu wiedzieć, że wszystko jest na sprzedaż, jeżeli ktoś umie wyznaczyć cenę.

— Panie hrabio, pan Danglars zapłacił za te konie szesnaście tysięcy franków.

— Trzeba mu było zapłacić trzydzieści dwa; to bankier, a bankier nigdy nie minie okazji podwojenia kapitału.