Danglars zadzwonił i wszedł służący ubrany w pyszną liberię.

— Czy pani baronowa jest u siebie? — zapytał Danglars.

— Tak, panie baronie.

— Sama?

— Nie, ma u siebie gości.

— Czy nie uzna pan tego za nietakt, panie hrabio, jeśli przedstawię pana w czyjejś obecności? Wszak nie zachowuje pan incognito?

— Bynajmniej, panie baronie — uśmiechnął się Monte Christo. — Nie roszczę sobie praw do tego.

— A któż jest u pani? Pan Debray? — spytał Danglars z taką dobrodusznością, że Monte Christo uśmiechnął się w duchu, znał już bowiem domowe tajemnice bankiera.

— Tak, pan Debray — odpowiedział lokaj.

Danglars skinął głową.