Po czym zwrócił się do Monte Christa:
— Pan Lucjan Debray jest przyjacielem domu, piastuje stanowisko sekretarza przy ministrze spraw wewnętrznych. Co do mojej żony, utraciła ona swoje szlachectwo, wychodząc za mnie, pochodzi bowiem ze znakomitego rodu; z domu nazywa się de Servieres, a ożeniłem się z nią, gdy była wdową po pułkowniku markizie de Nargonne.
— Nie mam honoru znać pani baronowej Danglars, ale pana Lucjana Debray już spotkałem.
— Gdzież to?
— U pana Alberta de Morcerf.
— O, to pan znasz naszego młodego wicehrabiego?
— Spotkaliśmy się w Rzymie podczas karnawału.
— A, tak, tak — rzekł Danglars. — chyba słyszałem o jakiejś dziwnej przygodzie z bandytami czy złodziejami w jakichś ruinach... Wyszedł z tego cudem. Zdaje mi się, że opowiadał o tym mojej żonie i córce po powrocie z Włoch.
— Pani baronowa czeka na jaśnie panów — oznajmił lokaj, wchodząc.
— Pójdę przodem, by wskazać panu hrabiemu drogę — rzekł z ukłonem Danglars.