— Pan sam, do licha! Rozdaje pan zaprzęgi po tysiąc ludwików, ratuje życie żonom prokuratorów królewskich, jako major Brack wystawia pan na wyścigach konie czystej krwi i dżokejów niewiele większych od małpek, wygrywa złote puchary i rozsyłasz je ładnym kobietom.
— A któż panu naopowiadał tych bzdur?
— Po pierwsze pani Danglars, która pali się, aby zobaczyć pana w swojej loży albo raczej aby pana widziano w jej loży; po wtóre dziennik Beauchampa, po trzecie mój własny pomyślunek. Dlaczego nazywasz pan swego konia Vampą, jeśli chcesz zachować incognito?
— O, prawda, to była nieostrożność — rzekł hrabia. — Ale niech mi pan powie, czy pański ojciec, hrabia de Morcerf, nie bywa w Operze? Patrzyłem za nim, ale nie zauważyłem go.
— Będzie dzisiaj.
— A gdzie usiądzie?
— Pewnie w loży baronowej.
— Czy to jej córka, ta urocza osóbka obok niej?
— Tak.
— O, to można panu powinszować.